Na żywo

MCHOSE V9 Turbo – dobre, choć nieidealne

Daniel 08.07.2026 15:00 11 min czytania
MCHOSE V9 Turbo – dobre, choć nieidealne
4.3

MCHOSE V9 Turbo to jedne z najtrudniejszych do oceny słuchawek, jakie przyszło mi w życiu testować. Z jednej strony są śliczne, wygodne, z rewelacyjną stację ładującą. Z drugiej strony z dźwiękiem trzeba powalczyć, a komunikaty głosowe potrafią nieźle irytować.

Prestiżowe pudełko

Uwielbiam połączenie czerni i złota, wygląda to zawsze fenomenalnie i cieszę się, że akurat w takiej wersji kolorystycznej dostałem słuchawki MCHOSE V9 Turbo. Firma potrafi w design produktów i opakowań, bo tutaj po raz kolejny dostaliśmy istny majstersztyk (mówię po raz kolejny, bo ostatnio pojawiły się u nas recenzje myszek MCHOSE mojego autorstwa).

Podczas unboxingu czułem się, jakbym otwierał konsolę, a nie słuchawki ze względu na rozmiar pudełka oraz upakowanie wszystkiego w środku. Jaką zawartość dostajemy? Całkiem solidną, bo poza słuchawkami w nasze ręce trafia stacja ładująca, mikrofon, kabel USB, wymienne pady, naklejki oraz papierologia. Dołączony jest też fajny liścik, zachęcam do przeczytania!

MCHOSE V9 Turbo

MCHOSE V9 Turbo – specyfikacja techniczna

Typ Nauszne
Pasmo przenoszenia 20-28000 Hz
Czułość 113 dB
Impedancja 32 Ω
Dźwięk przestrzenny Tak, 7.1
Średnica membrany 60 mm
Interfejs 2.4 GHz, USB, Bluetooth
Wymiary 175x198x98 mm
Waga 320 g

Przejdźmy do budowy

Już od pierwszego kontaktu dłoni ze słuchawkami MCHOSE V9 Turbo czuć, że nie mamy do czynienia z tanim plastikiem czy słabej jakości ekoskórą. Mamy tutaj m.in. aluminiową ramę, przez co feeling jest naprawdę świetny, a i o trwałość nie trzeba się martwić.

Jeśli chodzi o wygląd – klasa światowa. Słuchawki przypominają konstrukcje studyjne i gdyby nie magnetyczna stacja ładująca, to nikt by wam nie powiedział, że to sprzęt dla graczy. Duże brawa za duże, owalne nauszniki. Moje uszy całe „zatapiały” się wewnątrz, przez co nic mi małżowiny usznej nie uciskało i nawet po wielu godzinach nie czułem, że mam słuchawki na głowię. Za to odpowiada jednak w równym stopniu konstrukcja (nie uciska głowy i nawet w okularach będzie komfortowo) oraz spora ilość wygodnej pianki na pałąku.

MCHOSE V9 Turbo

Jeśli chodzi o przyciski, porty itd. to lewy nausznik jest prawdziwym centrum dowodzenia. Idąc od góry mamy tutaj – diodę LED informującą o statusie słuchawek (wyłączone, ładowanie, włączone, połączone itd.), przycisk on/off, przycisk do zmiany trybów (muzyka, gaming 1, gaming 2), przycisk on/off mikrofonu, port USB, port minijack do wpięcia mikrofonu. Do tego wszystkiego po zewnętrznej stronie jest rolka do zmiany głośności. Na prawym nauszniku natomiast nie ma zupełnie nic – null – pustka.

MCHOSE V9 Turbo

Mimo sporej ilości przycisków, da się je łatwo rozpoznać dzięki temu, że ten od zmiany trybów ma inną strukturę (lekko chropowatą). Znajduje się on pośrodku, przez co po namierzeniu go, wiemy, że wyżej jest on/off słuchawek, a niżej on/off mikrofonu. Proste i łatwe do nauczenia się.

IMG 20260525 153235014

Same słuchawki MCHOSE V9 Turbo niestety nie mają automatycznie regulowanego pałąka, za co trzeba odnotować minus, bo naprawdę nie wiem, dlaczego producenci tworzą pałąki, które użytkownik musi ręcznie ustawiać. Jeśli jesteśmy jedynymi użytkownikami słuchawek to jeszcze pół biedy, ale jeśli dzielimy komputer z kimś? Wtedy za każdym razem zmieniaj wysokość pałąka, dramat. Tymczasem nieważne jak mamy ułożone włosy, ile osób dzieli słuchawki itd. to automatycznie regulowany pałąk sam dostosuje się do naszej głowy i w nic się nie trzeba bawić.

MCHOSE V9 Turbo pałąk

Widząc wystający kabel w przestrzeni między nausznikiem a pałąkiem, zawsze podchodzę do słuchawek z rezerwą, bo ilość urządzeń, które przez ten drobny element konstrukcyjny mi się zepsuły, jest nad wyraz wysoka. Te kabelki lubią się rozciągać, zahaczać lub wyrywać z konstrukcji. Tymczasem w słuchawkach MCHOSE V9 Turbo pierwszy raz poczułem pewnego rodzaju zaufanie, gdyż kabel po 1. po miesiącu dalej wyglądał jak pierwszego dnia; po 2. twardo trzyma się nausznika; po 3. nie rozciąga się ani nie zwija; po 4. jest dobrze zabezpieczony.

MCHOSE V9 Turbo kabel

Co natomiast w kwestii magnetycznej stacji ładującej? Wygląda ona naprawdę ciekawie i nie zajmuje aż tyle miejsca, jak można przypuszczać po zobaczeniu zdjęć. Słuchawki leżą w niej pewnie, nie ruszają się, a dioda LED oraz powiadomienie głosowe zawsze Wam powie, czy urządzenie się ładuje. Za stacją mamy wejście na kabel USB oraz odbiornik 2.4 Ghz dla słuchawek. Porty są w lekkim wgłębieniu, dzięki czemu nie wystaje nam nic z obudowy oraz nie jest normalnie widoczne dla oka.

Dźwięk omawiamy z aplikacją, bo jej koniecznie potrzebujecie

Pierwsze zachwyty minęły, podłączam słuchawki do komputera, zakładam, odpalam ulubioną piosenkę, bo jest świetnym benchmarkiem i… co to jest? Dźwięk stłumiony, jakby mi coś grało za cienką ścianą, a nie bezpośrednio obok mnie. Mówię, może kwestia tego, że ze startu jestem na trybie gamingowym. Przeklikuje i… byłem na muzycznym. Załamka. Czar prysł, bo dźwięk pozostawia naprawdę wiele do życzenia. Słuchawki jednak z zacięciem esportowym, więc pora odpalić CS2. Nie zgadniecie – znowu nie byłem zadowolony, choć było znacznie lepiej niż w przypadku zwykłego słuchania muzyki.

MCHOSE V9 Turbo

Pora zatem odpalić MCHOSE HUB, czyli oprogramowanie i liczyć, że ono pomoże. Na szczęście tak się właśnie stało i aplikacja REWELACYJNIE ratuje te słuchawki, niczym gol w doliczonym czasie drugiej połowy dający awans dalej. Rozwiązaniem moich bolączek było włączenie opcji audio brightening, dzięki czemu skruszona została ta cienka ściana oddzielająca mnie od dźwięku. Kolejnym life-changerem był equalizer, choć on akurat bardzo często pomaga, gdy dźwięk sam z siebie nie domaga. Bawiłem się też opcją dynamic low frequency, ale na koniec dnia jakoś albo nie potrafiłem tego dobrze wywarzyć, albo też nie do każdej sytuacji się ta opcja nadawała, a nie chciało mi się co chwilę wchodzić w aplikacje.

Fajne są też gotowe profile equalizera. Mamy tutaj kilka gier FPS/Battle Royal do wyboru i, co mega mnie zaskoczyło, profile profesjonalnych graczy i streamerów. Co prawda w świecie VALORANTA nie siedzę, więc nie wiem, na ile dobrzy są gracze FPX, ale jestem mega fanem takiej opcji w aplikacji. Ja nie ukrywając korzystałem tylko w presetu pod CS2 i naprawdę dobrze regulował on dźwięk, i pozwalał wszystko dokładnie usłyszeć.

Generalnie słuchawki MCHOSE V9 Turbo same w sobie, bez aplikacji, tak jak je stworzono, brzmią bardzo średnio, niczym urządzenia dwa/trzy razy tańsze. Aplikacją można jednak naprawdę znacząco wyregulować dźwięk i uczynić go słuchalnym. Szkoda, że potrzeba jednak tyle zabawy w tym celu, aczkolwiek dobrze, że na koniec dnia możemy uzyskać naprawdę super jakość. Przełączanie się między ustawieniami equalizera i audio brighteningu jest jednak uciążliwe, szczególnie jeśli tak jak ja robicie naprawdę sporo rzeczy z audio. Gram w CS, gry „mniej esportowe” pokroju DayZ, Barony, Frostpunk 2 oraz montuje filmy, przez co na dłuższą metę trochę denerwuje mnie ciągłe zmienianie tych presetów. Jestem fanem ustawienia urządzenia raz i posiadania spokoju po wsze czasy.

MCHOSE V9 Turbo

Ostatnia kwestia w tym przydługim nagłówku – w aplikacji nie działa kompletnie zarządzanie podświetleniem stacji ładującej. Nieważne co tam zmieniam, ile odczekam i czy zrestartuje oprogramowanie, czy nie, to nadal zero reakcji ze strony paska RGB. Szkoda, bo chciałem zwiększyć jasność i prędkość oddychania koloru czerwonego, no ale cóż, nie jest mi dane.

Nienormalna jest ta bateria guys

Wiecie, ile razy słuchawki mi się rozładowały podczas korzystania z nich? Zero. NIGDY taka sytuacja nie miała miejsca, nawet jeśli robiłem sobie sesje gamingowe po 10-12 godzin. 2000 mAh to przecież jakaś nienormalna wartość, jeśli chodzi o baterię w słuchawkach bezprzewodowych. Nawet bez stacji ładującej słuchawki MCHOSE V9 Turbo trzymałyby naprawdę długo, a ze stacją ładowanie staje się tylko konstruktem społecznym. Nigdy nawet nie dostałem powiadomienia, że słuchawki mają niski poziom baterii, rozumiecie? Po prostu używacie cały dzień, a jak idziecie spać, to wstawiacie słuchawki do stacji ładującej i po przebudzeniu macie 100%, absurd, nie da się ich rozładować.

IMG 20260706 150733946

O mikrofonie tylko na potrzeby recenzji

Z mikrofonu w słuchawkach nie korzystałem w ogóle, bo po prostu mam 4x lepszy mikrofon studyjny na ramieniu, więc nie widziałem najmniejszego sensu, z tego w słuchawkach MCHOSE V9 Turbo korzystać. Na całe szczęście można go odczepić, więc w niczym mi na co dzień nie przeszkadzał. Jeśli chodzi o jego jakość, to sami sprawdźcie ją poniżej, a potem przeczytajcie moją opinię.

No i jaka opinia po przesłuchaniu? Bo moja tak na dwa razy, szumy słychać w tle, do tego mikrofon wyłapuje każdy oddech, każde mlaśnięcie, każde przełknięcie śliny, więc zbiera naprawdę mocno i szczegółowo. Co prawda Discord i jego Krisp Wam to pewnie wytną, lecz na spotkaniach na Teamsie czy Google Meets wszystko będzie jasno i wyraźnie słyszalne. Na szczęście jednak słychać wszystko poprawnie, nie ma żadnych przesterów i mikrofon świetnie wycina zbyt wysokie głoski, a w tle nic nie piszczy i nic nie strzela. Do tego mój głos jest bardzo zbliżony do realnego, więc tutaj też nie mogę się przyczepić. Generalnie nie jest źle, choć mogło być lekko lepiej, 7/10.

IMG 20260525 153332900

MCHOSE V9 Turbo – plusy i minusy

PLUSY MINUSY
Wygląd Pałąk regulowany ręcznie
Akcesoria w pudełku Dźwięk bez korekty w aplikacji jest słaby
Dobra jakość materiałów Nie da się zarządzać z aplikacji podświetleniem stacji ładującej
Komfort Irytujące, głośne powiadomienia głosowe o statusie słuchawek
Aplikacja
Bateria
Spasowanie elementów
Mikrofon

Czy warto?

Tak jak mówiłem na początku, ocena nie jest łatwa. Gdybyśmy dostali same słuchawki MCHOSE V9 Turbo bez aplikacji (albo aplikacja by nie działała), to dziękuję, przepalone pieniądze srogo i jakość strasznie niedowieziona. Na szczęście aplikacja działa i sprawuje się rewelacyjnie. Nie mniej, to dalej wkurzające tak przełączać się między ustawieniami, presetami i życiem z aplikacją wiecznie w tle oraz pamięcią, że jak odpalam X, to muszę wyłączyć to i to, a jak odpalam Z, to muszę włączyć to i to. Do tego irytują mnie głośne komunikaty głosowe, a przyciszyć tego bardziej już się nie da.

MCHOSE V9 Turbo

Patrząc jednak na pozytywny – mamy naprawdę wysoką jakość materiałów, świetne spasowanie elementów, genialną baterię i stację ładującą, okej mikrofon ale bez rewelacji, super wygląd i wygodę, bo może to wielce nie wybrzmiało, ale słuchawki MCHOSE V9 Turbo są naprawdę wygodne i mimo na papierze nie najmniejszej wagi, to zupełnie jej nie czuć (no i plus za nie uciskanie każdej komórki mózgowej).

IMG 20260706 150905930

Reasumując wszelkie aspekty słuchawek, na drodze dedukcji, dochodzę do konkluzji, iż nie mam pojęcia jak je ocenić na koniec dnia. W skali szkolnej 4 to za mało, ale 4+ to już za dużo. 4.3? Trochę cursed to wygląda, ale chyba najbardziej uczciwa dla moich wartości ocena.

Po więcej recenzji na naszym portalu zapraszam tutaj.

MCHOSE V9 Turbo
Overall
4.3
  • Cena
  • Jakość wykonania
  • Dźwięk
  • Mikrofon
  • Design
  • Aplikacja