Rynek audio jest przesycony różnorakimi rozwiązaniami, konstrukcjami i urządzeniami. Same słuchawki douszne mogą diametralnie się od siebie różnić, a większość producentów oferuje naprawdę spory przekrój zupełnie odbiegających od siebie modeli. W tym wszystkim są i one – słuchawki Creative Outlier Go, które do typowych z pewnością nie należą.
Spis treści
Pudełko
Słuchawki Creative Outlier Go przychodzą do nas w dość stylowym pudełku. Jest ono minimalistyczne i zawiera kluczowe informacje o modelu. W środku natomiast, poza samymi słuchawkami i pudełko-powerbankiem, czeka jeszcze krótki kabel USB-C oraz instrukcja obsługi. Dostajemy zatem wszystko, co niezbędne do działania i zasadniczo nic więcej.
Creative Outlier Go – specyfikacja techniczna
| Łączność | Bluetooth 5.4 |
| Wodoodporność | IPX4 |
| Pojemność baterii pudełka | 600 mAh |
| Pojemność baterii słuchawki | 60 mAh |
| Pasmo przenoszenia | 20-20000 Hz |
| Typ słuchawek | Douszne |
| Waga | 22 g |
| Złącze | USB-C |
Nietypowy design
Jak już wspominałem we wstępie – słuchawki Creative Outlier Go do zwykłych zaliczyć nie można. Dzieje się tak głównie za sprawą silikonowego zaczepu na ucho, który jest jednym z dwóch elementów trzymających urządzenie w naszym ucho (ten drugi to po prostu sam blok? z przetwornikiem). Mówię od razu – w tym szaleństwie jest metoda, lecz o tym w kolejnym nagłówku.
Słuchawki wyglądają okej, choć przypominają mi lekko aparat słuchowy, szczególnie gdy mamy je założone na uszy. Bardzo przyjemny jest ogromny zakres regulacji – zarówno kąta, odległości, jak i wysokości. Możemy dzięki temu w łatwy sposób dopasować sobie ułożenie słuchawek pod naszą małżowinę uszną.
Dzień dobry Panie Wygoda
Jeśli już wspomniałem o regulacji, to żeby dosadnie to wybrzmiało – ona jest serio cudowna. Absolutnym life changerem pod kątem wygody są słuchawki Creative Outlier Go. Przede wszystkim – podczas jakichkolwiek aktywności sportowych te słuchawki po prostu nie wypadają z uszu. Trzymają się pewnie i grają cały czas, nieważne czy robicie salto, czy biegacie, czy podnosicie ciężary. Słuchawki bez drgnięcia są zawsze w uchu i nie trzeba się martwić, że można je zgubić po najechaniu na dziurę rowerem czy zrobieniu skłonu. Rewelacja.
Druga, niemniej istotna kwestia, to fakt, że słuchawek Creative Outlier Go w ogóle nie czuć. Są na tyle lekkie i tak fajnie masa rozkłada się między silikonowym pałąkiem, a główną częścią z przetwornikiem, że wręcz można zapomnieć, że słuchawki są na naszych uszach.
Co natomiast z samą baterią? Czy starczy na trening? Jak najbardziej, nawet na ten dłuższy. Z moich obserwacji wynika, że słuchawki po wyjęciu z opakowania (które jest jednocześnie powerbankiem) trzymają jakieś 5-6 godzin. Jest to zatem całkiem przyzwoity czas, który tylko w bardzo specyficznych sytuacjach nie będzie wystarczający. Osobiście jednak nie spotkałem się z tym, żeby słuchawki mi padły, bo użytkowałem je za długo.
Szkoda mi tego dźwięku
No i niestety. Słuchawki fajne, wygodne, ale cały czar pryska, gdy trzeba przejść już do samego słuchania muzyki. Niestety dźwięk jest bardzo płaski, bez głębi, a bas powoduje drgania tylko wtedy, gdy za oknem jest zimno. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest tak, że dźwięk jest nieakceptowalny i się nie da słuchać. O „bazarkowej” jakości nie mówię, po prostu linia dźwięku jest zbyt wypłaszczona. Equalizer pomaga, no ale jednak na samą budowę słuchawek nie ma on wpływu, stąd też wysokopoziomowa magia się tutaj nie zadzieje.
Z drugiej jednak strony – podcasty słucha się w nich całkiem przyjemnie, bo wokale są akurat wyraźne i czyste. Nie jestem wielkim fanem ballad, więc może nie powinienem się wypowiadać, ale zgaduję, że ten gatunek może być akurat całkiem dobrze słyszalny.
Kolejna kwestia to otwartość urządzenia na dźwięki z otoczenia. Creative Outlier Go nie odcina nas od tego, co dzieje się na zewnątrz. Z jednej strony to plus, bo słyszymy, co się dzieje, czy jakiś nierozważny kierowca nie chce nas potrącić lub, czy ktoś nas o coś nie pyta. Z drugiej jednak strony słuchanie muzyki w komunikacji miejskiej staje się nieprzyjemne, bo słyszymy cały czas rozmawiających ludzi, a w centrum miasta zgiełk nie daje się odprężyć. Kupując musicie zatem zrobić sobie rachunek sumienia, czy wolicie ciszę i nie słyszeć zbyt wiele z otoczenia, czy też preferujecie odgłosy przebijające wam piosenki.
Niestety jest jeszcze minus – dźwięk słychać też obok was, tj., gdy słuchacie na wyższych poziomach głośności (tak powiedzmy 80%+) to w odległości 2-3 metrów od was bez problemu wszystko słychać. Nie jest to zatem tak, że otoczenie możemy sobie zagłuszyć po prostu podkręcając na maxa głośność. W sensie możemy, ale wtedy dla osób blisko nas będziemy niczym wkurzający nastolatek puszczający w środku miasta rap z głośnika (dlaczego??).
Na plus mogę natomiast zaliczyć mikrofon – dobrze wyłapuje on głos, a nasi rozmówcy nie mają problemów ze zrozumieniem nas. Ja co prawda nie lubię przez słuchawki Bluetooth rozmawiać, lecz jeśli lubicie do kogoś zadzwonić np. podczas joggingu, to będziecie obustronnie zadowoleni.
Creative Outlier Go – plusy i minusy
| PLUSY | MINUSY |
| Desing | Zbyt płaski dźwięk, bez głębi |
| Komfort | Dźwięk słychać również koło nas, jeśli słuchamy na wyższych poziomach głośności |
| Bateria | |
| Wodoodporność | |
| Mikrofon | |
Czy warto?
Mam wielki problem z oceną tych słuchawek, bo z jednej strony naprawdę mi się one podobają – szczególnie pod kątem wygody. Zresztą nie będzie kłamstwem, gdy powiem, że wygodniejszych w życiu nie miałem. Z drugiej jednak strony, dźwięk pozostawia sporo do życzenia i ten brak głębi potrafi być frustrujący. Szkolna trójka? Na koniec dnia to chyba najbardziej uczciwa ocena. Jeśli jesteście ciekawi innych recenzji na naszym portalu, zapraszam pod ten link.
![]()
![]()
![]()
Cretive Outlier Go
Ocena ogólna
-
Design
-
Cena
-
Dźwięk
-
Bateria
-
Wygoda
-
Mikrofon



























