Anker Soundcore Life P2 – czarne słuchawki TWS

Dźwięk nie do zapomnienia.

Ostatnimi czasy rynek słuchawek bezprzewodowych zalewany jest coraz to nowszymi modelami TWSów. Jest to rodzaj słuchawek, które łączą się bez kabla nie tylko z urządzeniem odtwarzającym, ale również między sobą. TWS to skrót od True Wireless Sound, czyli prawdziwie bezprzewodowy dźwięk. Do komunikacji najczęściej wykorzystywany jest Bluetooth 4.1 lub 5.0, a w najnowszych modelach nawet 5.1. Zapraszam do recenzji słuchawek Soundcore Life P2!

OPAKOWANIE I ZAWARTOŚĆ

Słuchawki docierają do nas w zgrabnym, kartonowym opakowaniu utrzymanym w błękitno-niebieskiej tonacji. Motywem przewodnim są oczywiście zdjęcia słuchawek. W wielu miejscach na opakowaniu pojawiają się również najważniejsze cechy tego modelu, takie jak:

  • zgodność z Qualcomm aptX,
  • świetna jakość dźwięku dzięki użyciu 6mm grafenowych przetworników,
  • krystalicznie czysta jakość połączeń dzięki wbudowanym 4 mikrofonom z redukcją szumów,
  • czas odtwarzania wynoszący 7h (a z użyciem stacji ładującej nawet 40h),
  • 10 min ładowanie umożliwia 1h słuchania,
  • wodoodporność (klasa IPX7),
  • szybkie parowanie.

W środku opakowania, prócz samych słuchawek i futerała-ładowarki znajdziemy również:

  • przewód ładujący USB C,
  • instrukcję obsługi, przewodnik, poradnik z najczęściej zadawanymi pytaniami,
  • 5 par gumowych wkładek o rozmiarach XS, S, M, L, XL.

Trzeba przyznać, że całość prezentuje się okazale.

 

WYGLĄD I FUNKCJONALNOŚĆ

Już od pierwszych chwil słuchawki sprawiają dobre wrażenie. Począwszy od materiału, z którego wykonane jest etui – coś jak aksamit. Nie jest to ogumowany plastik, od którego z czasem zacznie schodzić całymi płatami guma i będzie to wyglądać nieestetycznie. Materiał też nie rysuje się od byle przejechania paznokciem.

Klapka etui jest magnetycznie dociągana więc nie będzie przypadkowo ani też po obróceniu otwierać się. W środku etui również panuje porządek – każda słuchawka jest podpisana L/R a odpowiedni kształt zagłębienia uniemożliwia pomylenie się i włożenie ich na odwrót. Słuchawki są również dociągane magnetycznie dzięki czemu siedzą mocno i stabilnie.

Projekt samych grajków jest stonowany i może się podobać. Wykonane są z matowego, czarnego plastiku dzięki czemu nie palcują się i ułatwiają utrzymanie ich w czystości. Na środku każdej ze słuchawek znajduje się trójkątna, połyskująca na czarno, obwódka. Wewnątrz niej znajduje się logo Soundcore w miedzianej kolorystyce. Dla mnie stylistycznie bomba!

Słuchawki bardzo dobrze leżą w uszach. Dzięki pięciu różnym rozmiarom gumowych wkładek każdy znajdzie odpowiedni rozmiar. Po włożeniu do ucha praktycznie nie czuć, że coś się w nim znajduje. Nic nie naciska na małżowinę, dolna końcówka nie dotyka zakończenia ucha. Przy ostrych ruchach głową nie zauważyłem aby słuchawki miały tendencję do poruszania się lub wypadania. Spacer czy bieg nie sprawia problemów, tak samo jak i jazda na rowerze.

Na obudowie znajduje się dioda, która zaświeca się, kiedy poziom naładowania spadnie poniżej 10%. Brakuje jakiegoś wskaźnika, który poinformowałby o innych stanach naładowania.

Słuchawki mają fizyczne przełączniki wielofunkcyjne. Klikalne przyciski z logiem Soundcore są łatwe w użyciu i według mnie są lepszym rozwiązaniem od sterowania dotykowego. Szkoda, że producent nie pokusił się o sterowanie głośnością. Można co prawda to rozwiązać asystentem głosowym, ale jednak w tym przedziale cenowym taka funkcjonalność jest już powoli standardem.

Kontrola słuchawek odbywa się za pomocą fizycznych przycisków w następujący sposób:

  • Pojedyncze kliknięcie – zatrzymanie / wznowienie / odebranie lub zakończenie rozmowy
  • Lewa słuchawka – podwójne kliknięcie – poprzedni utwór
  • Prawa słuchawka – podwójne kliknięcie – następny utwór
  • Kilku sekundowe przytrzymanie uruchamia domyślnego asystenta głosowego

Jakość rozmów, dzięki zastosowaniu 4 mikrofonów, nie jest najgorsza, np. w cichym miejscu rozmówca usłyszy Cię wyraźnie i bez żadnych zakłóceń. Gorzej radzą sobie w trudniejszych i bardziej hałaśliwych warunkach.

BRZMIENIE

Brzmienie słuchawek to ich najmocniejsza strona. Dźwięk jest bardzo spójny, melodyjny i dynamiczny. Najbardziej obawiałem się, że słuchawki z racji konstrukcji dokanałowej będą grały w głowie. Jednak nie – jest przestrzeń. Czuć stereofonię i „oddech” w partiach wokalnych. Niskie tony są mocne, bez tendencji do dudnienia. Jak trzeba potrafią zejść naprawdę nisko ale są przy tym kontrolowane do samego końca. Tutaj przysłowiowa szóstka z „plusem”.

Średnie tony i partie wokalne, jak już wspominałem, są bardzo melodyjne. Aż chce się samemu zanucić i zaśpiewać! Ale może nie róbmy tego poza domem 😉 Jest przestrzeń, jest wielowymiarowość utworów, szczególnie to słychać w mocno śpiewanych piosenkach na dwa głosy jak Kwiat Jabłoni. Smaczki nie są gubione, są podane jak na tacy. Odsłuchując kilka razy ten sam kawałek można usłyszeć coraz to inne detale. Tak lubię. Skrzypce w wykonaniu Linsdey Sterling potrafią doprowadzić do gęsiej skórki. Dodatkowo w piosence Nneka Heartbeat ciężkie rify gitarowe doskonale kontrastują z wysokim głosem wokalistki. Te słuchawki lubią kontrast, atakować dołem a przodem wyjść ze średnicą. Być głośne a później kontrolowanie uspokoić się. Szóstka.

Tutaj dochodzimy do wysokich tonów. O ile niskie i średnie tony pozytywnie mnie zaskoczyły tak wysokie tony w swoim najwyższym rejestrze są zbyt natarczywe. Trochę nie pasują do całości. Owszem, tony te bardzo rozjaśniają cały odbiór i czuć tą twardość grafenu. Pisząc te słowa na playliście włączyła się piosenka Fugees – Ready Or Not (Champion Bootleg) i muszę przyznać, że to co mi przeszkadzało w wysokich tonach w tej piosence „siadło” rewelacyjnie. Żeby wszystkie słuchawki w tej cenie miały takie problemy 😉 Zasłużona mocna 4.

Reasumując – słuchawki bardzo analityczne, szybkie, precyzyjne z mocnym, kontrolowanym basem, pełne energii i wigoru. Dźwięk nie dla osób, które szukają ciepła i spokoju. Tutaj musi się dziać, im więcej tym lepiej. I bez obaw – nic się nie zgubi, nie wtargnie chaos. W rytm. A z racji tego, że słuchawki lubią kontrast to dla kontrastu spokojna Sanah (oj, Irenka) brzmi niesamowicie nostalgicznie i delikatnie.

PODSUMOWANIE

Testowane słuchawki są produktem bardzo zbilansowanym, pozbawionym większych wad. Do kapitalnych, jak na cenę, niskich i średnich tonów dołącza dobra góra. Dodatkowo sterowanie za pomocą fizycznych przycisków oraz lekka i dobra jakościowo obudowa potwierdzają klasę urządzenia. Obsługiwane kodeki (aptX, AAC, SBC) oraz wodoszczelność klasy IPX7 są dodatkowym plusem. Z wad warto wspomnieć o braku sterowania głośnością oraz o mikrofonie, który jest dobry ale potrafi zgubić się w hałaśliwych warunkach.

Sugerowana cena to ok 200zł.

Zalety:

  • zbilansowany i dobry dźwięk,
  • wysoka jakość wykonania,
  • etui umożliwiające 5 krotne ładowanie,
  • czas grania ok 7h,
  • wodoodporność IPX7,
  • Bluetooth 5.0, aptX,
  • fizyczne przyciski,
  • szybkie ładowanie.

Wady:

  • brak regulacji głośności (tylko poprzez asystenta),
  • brak szczegółowego wskaźnika naładowania (tylko dioda mówiąca o poziomie 10%).

 188 total views,  2 views today

Ocena ogólna
4.6
  • Jakość wykonania
  • Jakość dźwięku
  • Dodatki
  • Funkcjonalność
  • Cena
Ciekawe artykuły
Dzięki temu plecakowi nie będziesz narzekał na brak miejsca | Tracer Harrier 17″