Recenzja TP-Link Tapo P300 – czy inteligentna listwa zasilająca ma sens?
Na pierwszy rzut oka to po prostu listwa zasilająca. Dopiero specyfikacja pokazuje, że TP-Link Tapo P300 potrafi znacznie więcej. Trzy niezależnie sterowane gniazdka, zdalna kontrola z telefonu, harmonogramy, sterowanie głosowe oraz trzy porty USB z szybkim ładowaniem sprawiają, że zwykła listwa zmienia się w element inteligentnego domu.
Tylko czy wszystkie te funkcje faktycznie przydają się na co dzień? Sprawdziłam, czy TP-Link Tapo P300 jest warta swojej ceny, czyli około 170 zł.
Specyfikacja TP-Link Tapo P300
| Łączność | Wi-Fi |
| Częstotliwość | 2,4 GHz |
| Funkcje | Zdalne zarządzanie Harmonogramy zasilania Zarządzanie głosem Zabezpieczenie przeciwprzepięciowe Powrót do ostatniego statusu po awarii zasilania |
| Zarządzanie | Aplikacja mobilna |
| Kompatybilność | Smartfony Tablety |
| Wymagania systemowe | Android iOS |
| Dodatkowe informacje | Współpraca z Amazon Alexa, Google Assistant, Apple HomeKit 3 gniazdka AC Diody LED sygnalizujące status poszczególnych portów Maksymalne obciążenie 2300 W Zawiera 3 porty USB |
| Ilość sztuk w zestawie | 1 |
| Wysokość | 40 mm |
| Szerokość | 55 mm |
| Głębokość | 268 mm |
| Kolor | Biały |
| Dołączone akcesoria | Skrócona instrukcja obsługi |
Pierwsze wrażenie i wykonanie TP-Link Tapo P300
Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne! Listwa zasilająca TP-Link Tapo P300 wygląda nowocześnie i minimalistycznie, więc bez problemu odnajdzie się zarówno na biurku, jak i w salonie. Producent nie przesadził z oznaczeniami i promocją swojej marki, bo tylko z przodu znajdziemy logo Tapo, dzięki czemu całość prezentuje się schludnie i nie wygląda jak typowy, plastikowy przedłużacz kupiony w markecie.
Ale przejdźmy do konkretów:
Do dyspozycji mamy trzy gniazdka sieciowe oraz dwa porty USB-A i jeden USB-C umieszczone na jednym z końców listwy. Na przeciwnej stronie produktu znalazł się także fizyczny przycisk zasilania, który pozwala szybko odłączyć wszystkie urządzenia bez konieczności wyciągania wtyczki z kontaktu – klasyczna opcja, którą warto zawsze mieć, więc super, że producent się tego nie pozbył i zostawił nam tylko opcję wyłączenia wtyczki oraz prosto z aplikacji.
Spodobały mi się również odpowiednio duże odstępy między gniazdami. Bez problemu zmieszczą się tutaj większe zasilacze, które w zwykłych listwach często zasłaniają sąsiednie wejścia. To niby drobiazg, ale podczas codziennego korzystania naprawdę robi różnicę.
Sama obudowa sprawia wrażenie solidnej. Nic nie trzeszczy pod naciskiem, tworzywo jest dobrej jakości, a całość wygląda po prostu na dobrze wykonaną. Dodatkowym plusem są otwory montażowe od spodu, dzięki którym listwę można przykręcić lub zawiesić pod blatem biurka albo na ścianie. Jeśli ktoś lubi mieć porządek z kablami, z pewnością to doceni!
Konfiguracja, czyli droga do serca działania TP-Link Tapo P300
Przy urządzeniach smart zawsze najbardziej obawiam się jednego, czyli konfiguracji. Niby wszystko ma być proste, a później okazuje się, że trzeba zakładać kilka kont, szukać kodów i przeklikiwać się przez dziesiątki ekranów. Na szczęście w przypadku TP-Link Tapo P300 wygląda to dokładnie tak, jak powinno.
- Wystarczy pobrać aplikację Tapo (można zeskanować kod do niej z instrukcji), założyć konto i postępować zgodnie z wyświetlanymi instrukcjami. Cały proces jest opisany krok po kroku, w języku polskim, więc właściwie nie ma tutaj miejsca na pomyłkę. Od podłączenia listwy do pierwszego uruchomienia minęło u mnie zaledwie kilka minut. To na duży plus!
- Do działania potrzebna jest jedynie domowa sieć Wi-Fi 2,4 GHz. Nie trzeba dokupować żadnego huba ani dodatkowej centralki, co od razu obniża koszt wejścia w świat inteligentnego domu. Po zakończeniu konfiguracji listwa od razu pojawiła się w aplikacji i była gotowa do użycia.
To właśnie takie rzeczy lubię najbardziej. Producent nie komplikuje czegoś, co powinno być proste. Nawet jeśli będzie to Wasze pierwsze urządzenie smart home, raczej nie będziecie mieli problemów z jego uruchomieniem. Wszystko jest intuicyjne i zajmuje dosłownie kilka minut, a później można już przejść do najciekawszej części, czyli korzystania z inteligentnych funkcji.
I co właściwie daje inteligentna listwa?
Jak się zaczyna używać TP-Link Tapo P300 na co dzień, to przestaje być zwykłą listwą zasilającą. Samo wykonanie czy dodatkowe porty USB są oczywiście miłym dodatkiem, ale prawdziwa wygoda zaczyna się dopiero wtedy, kiedy zaczniemy korzystać z aplikacji. Najbardziej spodobało mi się to, że każde z trzech gniazdek można kontrolować niezależnie. Nie jesteśmy skazani na włączanie lub wyłączanie wszystkiego jednocześnie, jeśli do jednego gniazdka podłączony jest komputer, do drugiego monitor, a do trzeciego lampka, każde z tych urządzeń można obsługiwać osobno, zarówno będąc w domu, jak i poza nim!
Po kilku dniach zaczęłam robić to zupełnie odruchowo. Kiedy kończyłam pracę, zamiast schylać się pod biurko albo wyłączać każde urządzenie po kolei, wystarczył jeden rzut oka do aplikacji. Mogłam odłączyć zasilanie monitora, zostawić komputer, jeśli jeszcze coś się na nim pobierało, albo wyłączyć wszystko jednym kliknięciem. To drobiazg, ale z takich drobiazgów składa się później codzienna wygoda.
Bardzo szybko doceniłam też harmonogramy. Można ustawić, żeby lampka na biurku wyłączała się o określonej godzinie albo żeby ładowarka do telefonu nie pozostawała pod napięciem przez całą noc! To przede wszystkim opcja, którą uwielbia moja druga połówka, bo przecież przez tak długie ładowanie pada bateria… A tak można wszystko ustalić w aplikacji i mieć pewność, że telefon się naładuje, do pracy się nie zaśpi (bo się rozładował i nie zadziałały budziki), a przy okazji ładowarka nie będzie pobierać mocy całą noc.
To ważne – raz ustawione scenariusze działają automatycznie, więc po pewnym czasie zwyczajnie przestaje się o tym myśleć.
Przydatna jest również możliwość sprawdzenia stanu urządzeń z dowolnego miejsca. Każdemu chyba zdarzyło się wyjść z domu i zastanawiać, czy na pewno wszystko zostało wyłączone. Tutaj wystarczy otworzyć aplikację. I jeśli okaże się, że lampka, wentylator czy inne podłączone urządzenie nadal działa, można odciąć mu zasilanie dosłownie jednym dotknięciem ekranu! Super wygoda dla zapominaliskich, czyli na pewno dla mnie. Ja wszystko zawsze sprawdzam po 10 razy, a i tak umiem zapomnieć.
Nie zapomniano również o portach USB. Do dyspozycji mamy dwa USB-A i jedno USB-C, które obsługują szybkie ładowanie o mocy do 18 W, dzięki temu bez problemu można ładować smartfony, słuchawki czy inne mobilne urządzenia bez zajmowania kolejnych gniazdek zasilających. W praktyce oznacza to mniej ładowarek wpiętych do listwy i po prostu większy porządek na biurku.
Po kilku dniach korzystania doszłam do wniosku, że największą zaletą TP-Link Tapo P300 nie są pojedyncze funkcje, ale to, jak dobrze ze sobą współpracują. Zdalne sterowanie, harmonogramy, szybkie ładowanie przez USB i możliwość kontrolowania każdego gniazdka osobno sprawiają, że po prostu wygodniej korzysta się z urządzeń podłączonych do listwy. I właśnie dlatego po pewnym czasie przestaje się myśleć o niej jak o zwykłym przedłużaczu, a zaczyna traktować jako element codziennego wyposażenia domu czy stanowiska pracy.
Podsumowanie testów TP-Link Tapo P300
Po korzystania z listwy TP-Link Tapo P300 mogę powiedzieć jedno – to jeden z tych sprzętów, których zalety docenia się dopiero podczas codziennego użytkowania. Na początku wydaje się zwykłą listwą zasilającą z aplikacją (i po co to komu? Chyba mało kto o tym myśli), ale szybko okazuje się, że możliwość sterowania każdym gniazdkiem osobno, ustawiania harmonogramów czy zdalnego wyłączania urządzeń naprawdę ułatwia życie.
Na plus zasługuje współpraca z Google Assistant, Amazon Alexą oraz Apple HomeKit. Jeśli korzystacie już z któregoś z tych ekosystemów, listwa bez problemu się w niego wpisuje i pozwala sterować urządzeniami także za pomocą komend głosowych.
Czy są jakieś minusy? Kilka drobnych się znajdzie. Trzy gniazdka dla większości użytkowników będą wystarczające, jednak przy bardziej rozbudowanym stanowisku komputerowym można odczuć ich ograniczoną liczbę. Trzeba też pamiętać, że konfiguracja odbywa się przez sieć Wi-Fi 2,4 GHz, co akurat jest standardem w urządzeniach smart home, ale nie każdy router domyślnie ma tę sieć aktywną, więc warto mieć to na uwadze.
Największą barierą może być natomiast sama cena. Około 170 zł za listwę zasilającą brzmi dość odważnie. Kiedy jednak spojrzymy na nią jak na trzy niezależnie sterowane inteligentne gniazdka, trzy porty USB z szybkim ładowaniem oraz listwę z zabezpieczeniem przeciwprzepięciowym, całość zaczyna wyglądać znacznie bardziej sensownie.
Czy warto kupić TP-Link Tapo P300?
Moim zdaniem tak, ale pod jednym warunkiem! Że będziecie korzystać z jej inteligentnych funkcji. Jeśli budujecie smart home, chcecie zautomatyzować część urządzeń, sterować nimi z telefonu albo korzystacie już z Apple HomeKit, Google Home czy Amazon Alexy, TP-Link Tapo P300 będzie bardzo udanym zakupem.
Jeżeli natomiast szukacie wyłącznie zwykłej listwy zasilającej do podłączenia kilku urządzeń i nie zamierzacie zaglądać do aplikacji, spokojnie znajdziecie znacznie tańsze rozwiązania. Tutaj płaci się przede wszystkim za wygodę, automatyzację i możliwość zdalnego zarządzania sprzętem.
Plusy i minusy listwy zasilającej TP-Link Tapo P300
Plusy
- bardzo prosta konfiguracja w języku polskim
- możliwość sterowania każdym gniazdkiem niezależnie
- wygodna aplikacja z harmonogramami i zdalnym dostępem
- współpraca z Google Assistant, Amazon Alexą i Apple HomeKit
- dwa porty USB-A i jedno USB-C z szybkim ładowaniem 18 W
- solidne wykonanie i możliwość montażu na ścianie
Minusy
- tylko trzy gniazdka sieciowe
- cena dla wielu osób może być za wysoka
TP-Link Tapo P300
Overall
-
Wygląd
-
Działanie aplikacji
-
Jakość wykonania
-
Funkcjonalność w praktyce









