Myszka MCHOSE AX5 Magnesium Alloy Wireless Pro Max od samego początku przykuła moją uwagę – świetnie się zaprezentowała i rzuciła godne wyzwanie mojemu dotychczasowemu gryzoniowi. Materiały? Top. Sensor? Top. Wygląd? Top. To, co poszło nie tak? Zapraszam do przeczytania.
Spis treści
Świetnie już od startu
Niby nie ocenia się książki po okładce, no ale to pudełko jest po prostu cudowne. MCHOSE udało się sprawić, że użytkownik od samego odebrania produktu od kuriera ma poczucie obcowania ze sprzętem klasy premium.
A w środku? Producent nie zwalnia tempa – myszka MCHOSE AX5 Magnesium Alloy Wireless Pro Max jest zabezpieczona folią, grzecznie ułożona w piance, a papierologia czy kabel nie latają luźno, tylko mają swoje miejsce. Nie dostajemy jednak miliona bajerów, bo poza tym, co już wymieniłem, jest jeszcze papierologia, odbiornik 2.4 GHz i naklejki poprawiające chwyt. Zestaw mimo wszystko porządny, szczególnie plus za naklejki na grip (choć ja akurat za nimi nie przepadam).
MCHOSE AX5 Magnesium Alloy Wireless Pro Max – specyfikacja techniczna
| Interfejs | Bluetooth, USB, 2,4 GHz |
| Sensor | Optyczny, PixArt PAW3395 |
| Rozdzielczość | max 26000 DPI |
| Bateria | 500 mAh |
| Profil | Praworęczny |
| Częstotliwość odświeżania | 8000 Hz |
| Waga | 56 g |
| Wymiary | 122x61x38 mm |
Witamy na czerwonym dywanie
Osoba odpowiedzialna za design myszki MCHOSE AX5 Magnesium Alloy Wireless Pro Max powinna dostać podwyżkę, albo najlepiej ze trzy. Gryzoń prezentuje się fenomenalnie – dziury są ślicznie zaprojektowane, bryła doskonała w chwycie, kolory spójne i pasujące do siebie, a dodatkowo wnętrze również zostało wykonane z dbałością o detale. Urządzenie zachwycało mnie codziennie – zarówno z bliska, jak i daleka. Kosmos.
Jeśli chodzi o samą konstrukcję, to układ jest bardzo typowy – dwa przyciski główne, między nimi scroll a pod nim przycisk. Na lewym boku dwa przyciski, a na dole możliwość zmiany DPI i rodzaju połączenia. Pod spodem znajdziemy dwa duże ślizgacze i jeden mniejszy wokół sensora.
Wszystkie przyciski działają równo i precyzyjnie. Do tego scroll ma bardzo wyczuwalne skoki oraz powierzchnię. Na pochwałę zasługują też przyciski boczne – fajnie klikają, szybko odskakują i mają charakterystyczny dźwięk (oba inny), znacznie głośniejszy od głównych przycisków.
Typowo-nietypowa
Myszka jest niby „typowa”, bo przecież ma standardowy układ przycisków czy ślizgaczy. Pod płaszczykiem pozorności kryje się jednak znacznie więcej. Przede wszystkim – materiał. Magnezowa obudowa jest w użytkowaniu zupełnie odmienna od plastiku czy tworzywa sztucznego, którym raczą nas producenci nawet high-endowych myszek.
Po pierwsze – temperatura. MCHOSE AX5 Magnesium Alloy Wireless Pro Max jest na ogół… zimna i potrzeba jednego całego meczyku w CS2, żeby powierzchnia się nagrzała i nie chłodziła nam dłoni. Kolejna sprawa – trwałość i jakość. Mimo wielu otworów, gryzoń ani trochę nie wydaje się „słaby”. Jeśli ściśniemy go z całej siły, to konstrukcja w żadnym stopniu nie zmienia swojego kształtu, co lubią robić plastikowe odpowiedniki. Wysunę nawet odważną tezę, że w rzut myszką o ścianę w przypływie furii po przegranej grze, zupełnie nie zrobiłby na niej wrażenia. Testować jednak nie testowałem.
Nie da się też nie oprzeć wrażeniu korzystania z premium rozwiązania, trzymając tę myszkę. Nie potrafię tego opisać słowami, jednak uczucie pod ręką jest znacznie lepsze, przyjemniejsze niż w przypadku „zwykłych” myszek. Magnezowa obudowa to coś więcej niż marketing to serio wyższy komfort korzystania.
Do tańca i do różańca
Niezależnie czy grałem w gry, czy montowałem w DaVinci Resolve, czy przeglądałem socjale – myszka spisywała się świetnie. Odświeżanie 8K robi robotę w grach esportowych pokroju CS2, VALORANTA czy League of Legends. Różnice między strandardowym 1k polling rate’u w teorii nie są ogromne, ale urwanie każdej milisekundy w tak dynamicznych tytułach potrafi zrobić różnicę (ile razy zginęliście w pojedynku na AWP, mimo że oddaliście strzał pierwsi? No właśnie…). Do tego sensor PixArt PAW3395 to absolutna topka rynku i szybciej wyklikacie przełączniki, niż jemu się coś stanie.
Co też warte odnotowania – myszka MCHOSE AX5 Magnesium Alloy Wireless Pro Max w mojej dłoni leży wręcz fenomenalnie. Jest ona bardzo pozioma z niskim, wypłaszczonym garbikiem. Pod palm gripa rozwiązanie genialne, natomiast w przypadku claw gripa miałbym wątpliwości, gdyż środkowa część mojej dłoni znajdywała się lekko w powietrzu, a dopchnięcie jej do myszki zmniejszało komfort.
Ten akapit piszę już na samym końcu recenzji, bo zapomniałem o baterii, a zapomniałem dlatego, że zapominam momenty, w których ładuję tego gryzonia. 500 mAh to naprawdę sporo. Producent deklaruje do 130 godzin pracy na baterii, jednak w praktyce wydaje się, że może być ich nawet więcej.
Może to być moje mylne wrażenie, jednak sądzę, że na powierzchni magnezowej znacznie słabiej zbiera się kurz, odciski, zanieczyszczenia itp. O myszkę dbałem tak jak o każdą, a jednak MCHOSE AX5 Magnesium Alloy Wireless Pro Max wyglądała zawsze dobrze i jedynie sporadycznie musiałem ją przetrzeć wilgotną szmatką.
No i tutaj zaczynają się schody
Nie ma róży bez kolców, a w przypadku omawianej myszki jest to niestety aplikacja. Nie powiem wam o niej zbyt wiele, gdyż… nigdy nie udało mi się jej otworzyć. Zarówno w wersji przeglądarkowej, jak i tej do pobrania, moja myszka nie odpalała menu z funkcjami, dostosowywaniem itp., mimo że była wykrywana. Próbowałem różne przeglądarki, resetowałem komputer, łączyłem się na każdy możliwy sposób, pobierałem nowe aktualizacje i nic, dalej nie byłem wpuszczany „do środka”. Nie wiem, czy jest to tylko mój problem, czy globalny. Może to wina Windowsa, a może jeszcze czegoś innego. W każdym razie ja nigdy nie dowiedziałem się, co jest w aplikacji i na co ona pozwala. Z mojej perspektywy wszystko wyglądało tak:
MCHOSE AX5 Magnesium Alloy Wireless Pro Max – plusy i minusy
| PLUSY | MINUSY |
| Wygląd | Aplikacja |
| Sensor | |
| Niska waga | |
| Ślizgacze | |
| Bateria | |
| Obudowa z magnezu | |
Nie pytaj, czy warto, bo warto
Mimo niedziałającej aplikacji, nie czuję, żeby bardzo mocno odebrało to glorii myszce MCHOSE AX5 Magnesium Alloy Wireless Pro Max. Dlaczego? Bo po prostu spisuje się ona fenomenalnie bez niej, wygląda rewelacyjnie, trzyma się ją genialnie, a magnezowa obudowa jest czymś więcej niż chwytem marketingowym. Byłem zadowolony z każdego dnia spędzonego z myszką i serio mi szkoda, że nie mogłem pobawić się aplikacją. No cóż, nie można mieć w życiu wszystkiego. Mimo wszystko dla mnie jest to szkolna piątka z minusem i szczerze każdemu polecam tego gryzonia.
Po więcej recenzji na naszym portalu zapraszam tutaj.
![]()
![]()
![]()
MCHOSE AX5 Magnesium Alloy Wireless Pro Max
Ocena ogólna
-
Cena
-
Aplikacja
-
Wygląd
-
Komfort
-
Specyfikacja
-
Jakość wykonania









































